ASTRONOMIAWYWIAD Z …

MAGISTREM ASTRONOMII

           

Ola Podgórska i Ola Neumann, dwie uczennice klasy 2GB naszej szkoły w pierwszym semestrze roku szkolnego 2014/2015 uczestniczyły w zajęciach organizowanych przez Uniwersytet Dzieci. W Obserwatorium Astronomicznym uczęszczały na warsztaty z astronomii, a jednym z prowadzących te spotkania był pan Maciej Grzemski. Olsztyński astronom w ciekawy i przystępny sposób przedstawił trudne tematy z nieznanej nam dziedziny.

 

            Po zajęciach obie Ole poprosiły go o wywiad. Oto, co opowiedział o swoim zawodzie, który jest również jego pasją i sposobem na życie.

Ola: Jak dokładnie brzmi nazwa Pańskiego zawodu?

Maciej Grzemski: Jestem astronomem. Taka jest dokładna nazwa.

Na czym polega Pana praca?

            Jak sama nazwa mówi, zajmuję się astronomią, dosyć szeroko pojętą, dlatego że w naszym obserwatorium zajmujemy się przede wszystkim popularyzacją astronomii. Musimy zatem być obeznani z wszelkimi działami, jakimi zajmuje się astronomia. Dziś nie ma możliwości bycia takim człowiekiem renesansu jak Galileusz czy Leonardo da Vinci. Astronomia poszła już w tak wąskie specjalizacje, że zdarzają się nawet astronomowie, którzy w ciągu całego swojego zawodowego życia zajmują się tylko jedna gwiazdą. My mamy przybliżyć całą, szeroką astronomię w różnych aspektach.

Jakie studia, szkoły trzeba ukończyć, żeby zostać astronomem?

            Przede wszystkim trzeba się dobrze uczyć już w szkole podstawowej. Zwłaszcza matematyki i fizyki. To jest podstawa, żeby myśleć o studiach astronomicznych. Żeby zostać astronomem, trzeba oczywiście skończyć studia astronomiczne. Takie studia są chociażby na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, Uniwersytecie Warszawskim, Jagiellońskim, Wrocławskim, w Poznaniu. Przede wszystkim jest to matematyka, matematyka, matematyka, długo, długo nic, potem fizyka, potem w ogóle bardzo, bardzo długo nic i dopiero taka astronomia, jaką dzisiaj poznawaliśmy, czyli astronomia praktyczna, obserwacyjna.

Kiedy pojawiło się u Pana to niezwykłe hobby?

            Jeśli chodzi o moją osobę, to pojawiło się ono w drugiej klasie szkoły podstawowej, a dokładnie, kiedy w ręce wpadło mi czasopismo „Młody Technik”. Na jego przedostatniej stronie był dział „Astronomia dla wszystkich”. Wtedy nie wszystko jeszcze rozumiałem. Poziom mojego myślenia abstrakcyjnego, zwłaszcza matematycznego nie przewidywał jeszcze wtedy całek, różniczek czy innych takich ciekawostek matematycznych, ale opisy, zdjęcia, tabele, wykresy były na tyle przejrzyste, że zainteresowały mnie.

Co spowodowało, że astronomia stała się nie tylko Pana pasją, ale także sposobem na życie?

            Myślę, że silna chęć bycia astronomem pozwoliła zrealizować marzenie. Do obserwatorium przychodziłem jeszcze jako młody miłośnik astronomii. Na początku lat osiemdziesiątych dzisiejszy dyrektor tej firmy, pan Jacek Szubiakowski namówił mnie, żebym zatrudnił się w planetarium, w dziale technicznym. Na początku zajmowałem się projekcjami astronomicznymi pod kopułą naszego planetarium. A później kierowniczka obserwatorium astronomicznego, pani Ewa Janaszak zatrudniła mnie, bo potrzebowała praktyka, który umie posługiwać się teleskopem, zna niebo, potrafi oprowadzić po pracowniach obserwatorium.

Od kiedy prowadzi Pan swoje własne obserwacje?

            Właśnie od najmłodszych lat. Były to na początku bardzo proste obserwacje, na przykład zmian faz Księżyca, zaćmień Księżyca - bo one są bardzo proste w oglądaniu - ciekawostki typu deszcze meteorowe, jak na przykład Perseidy w lecie. Kiedy jest bardzo ciepło, można się położyć na łące i obserwować ten deszcz zwany łzami św. Wawrzyńca.

Wspominał Pan na przykład o „Młodym Techniku”, a czy czytał Pan jeszcze jakieś książki, które rozwijały Pana zainteresowania?

            O tak. Całe mnóstwo. Bez tego się niestety nie da wdrożyć w jakąkolwiek gałąź nauki. Oczywiście cała masa czasopism, na przykład „Urania”, „Kosmos”. Miałem dostęp do literatury słowackiej, która jest napisana w takim języku, który jest dla nas zrozumiały, choć nieraz śmieszny. Na rynku było dużo literatury rosyjskiej. Ja akurat jestem z tego pokolenia, które język rosyjski biegle zna, więc też nie miałem większego problemu, żeby korzystać z tych pozycji. Były one świetnie napisane. Niestety, na wydawnictwa amerykańskie czy inne zachodnie w tamtych czasach, kiedy to były książki za dewizy, nie było nas stać. Książki rosyjskie były w cenach bardzo przystępnych, a właściwie traktowały o tym samym.

Czy teraz w astronomii dzieje się coś tak ważnego, spektakularnego na miarę odkryć Mikołaja Kopernika?

            Może takich rewolucyjnych przemian nie należy się spodziewać, ale pamiętajmy, że astronomia jest nauką, która nie stanęła w miejscu. To nie jest jak, powiedzmy, mechanika, gdzie mamy pewne podstawy i tego już bardziej nie przeskoczymy. Tutaj ciągle pojawia nam się coś nowego. Gdy wydaje nam się, że poznaliśmy pewne mechanizmy i wiemy o czymś dużo albo wszystko, to nagle okazuje się, że ta nasza wiedza otwiera nam kolejną furtkę naszej niewiedzy i trzeba poznać, co jest za tą furteczką. Wiele jest takich dziedzin, które astronomia w tej chwili rozpracowuje.

Czy współcześnie astronomowie wykorzystują takie przyrządy, narzędzia, z jakich korzystał Mikołaj Kopernik?

            No może z takich kopernikowskich to nie korzystamy, bo Kopernik, pamiętajmy, posługiwał się przyrządami przeziernikowymi, czyli mało dokładnymi. Były to oczywiście przyrządy pomiarowe, astrometryczne. Oczywiście taki dział astronomii jak astrometria funkcjonuje do dzisiejszego dnia. Tu niewiele się zmieniło. Ale precyzja tych urządzeń, gdzie weszła optyka i to bardzo zaawansowana, gdzie weszły przyrządy naprowadzane laserem, korygowane przez komputer, to już są zupełnie inne instrumenty, chociaż zasada jest bardzo podobna.

Czy olsztyńskie obserwatorium współpracuje z innymi w Polsce, na świecie?

            Oczywiście, że współpracujemy. Świat astronomiczny jest bardzo zżyty ze sobą. Mamy kontakty z wieloma instytucjami, które zajmują się astronomią. Na przykład dla nas bardzo interesujące są cotygodniowe piątkowe seminaria, które wzbogacają naszą wiedzę. Dzisiaj zdobycie dyplomu choćby magistra astronomii to jest, oczywiście, duży sukces i jak najbardziej rzecz godna nadmienienia, ale pamiętajmy, że ta wiedza w bardzo szybkim tempie się starzeje. Jeżeli jej nie będziemy odnawiali, jeżeli nie będziemy poznawali najnowszych metod badawczych: co się bada, co jest w tej chwili istotą różnych dziedzin astronomii, to nasza wiedza się nagle zestarzeje. Będziemy opowiadali jakieś „klechdy sezamowe”, a nie prawdziwą astronomię. Na przykład, gdy ja chodziłem do szkoły, to uczono nas, że planet jest dziewięć. A jak teraz was uczą? Ile jest planet?

Osiem.

            Bo okazało się, że Pluton, który jest bardzo mała planetą, znacznie mniejszą od naszego Księżyca, który jeszcze strukturalnie nie pasuje do budowy planety, został zdegradowany do planety karłowatej. Do kategorii planet karłowatych zostały awansowane asteroidy, które za moich czasów były małymi ciałami niebieskimi w Układzie Słonecznym, takie jak Ceres, Palas, Juno, Westa, tak że mamy tych małych ciał niebieskich, tych planet karłowatych znacznie, znacznie więcej. Czyli, jak widzicie, ta wiedza cały czas ewoluuje. Cały czas trzeba być na bieżąco.

Czy olsztyńskie obserwatorium bierze udział w programach naukowych, czy raczej zajmuje się pracą dydaktyczną?

            Raczej zajmujemy się dydaktyką i popularyzacja astronomii, chociaż od czasu do czasu również podejmujemy różne działania naukowe. Mamy ku temu możliwości i sprzęt, kwestią jest tylko czas. Wiele naszych działań, w tym ostatnie wyjazdy astrobusa, bardzo nam ten czas uszczupliło.

Czy poza astronomią zajmuje się Pan czymś jeszcze?

            Naturalnie. Jestem zapalonym żeglarzem, więc w miarę możliwości żegluję. Jestem też czynnym harcerzem, więc działam na tej niwie. Jestem turystą i uprawiam wszelkiego rodzaju dziedziny turystyki. Generalnie bardzo lubię bliski kontakt z przyrodą, a i żeglarstwo, i harcerstwo, i turystyka to mi właśnie umożliwiają. A jedno drugiemu nie przeszkadza.

A co mógłby Pan polecić młodzieży w naszym wieku, żeby rozwijać swoje zainteresowania?

            Przede wszystkim trzeba w sobie znaleźć tę pasję, która nas tak naprawdę zainteresuje lub pochłonie. Być może to nie będzie pasja zawodowa, a tylko zainteresowanie na resztę naszego życia. Ale tego trzeba najpierw w sobie poszukać. Uściślić, co tak naprawdę jest dla mnie ważne, czego chcę od tej wiedzy, którą mogę zdobyć. Wam jest teraz łatwiej. Macie Internet. Za moich czasów trzeba się było przekopać przez tomiszcza książek. Dzisiaj można sobie wygooglać praktycznie wszystko. Oczywiście trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do tego, co na przykład ciocia Wikipedia podaje, bo tam czasami są takie bzdurki, … że się w głowie nie mieści. Sam kilkukrotnie poprawiałem Wikipedię w dziedzinach astronomii, bo były błędy rzeczowe. No i trzeba najpierw w sobie tę pasję odnaleźć, a potem sukcesywnie ją rozwijać. Samo to, że odkryję, że chciałbym być wielkim astronomem, to jeszcze nie wszystko. Trzeba nad tym troszeczkę popracować.

Dziękujemy  za rozmowę.